Witam na stronie poświęconej mojemu życiu zawodowemu. Zapraszam i polecam.

kontakt

+48 604 247 170

organizacje

współpraca

Pomyślałem… Id Surfing – Wyprawa do Podświadomości Wprowadzenie

Bywam ostatnio częstym gościem w Radiu Plus, a właściwie w jego letniej redakcji. Na prośbę Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego opowiadam o książkach. Miła kilkuminutowa rozmowa. A ponieważ atmosfera w Radiu – głównie dzięki redaktorom Iwonie i Markowi jest wspaniale rozrywkowa, więc korzystając z letniego czasu przesiaduję tam wręcz godzinami… I tak ostatnio się zgadało na temat podświadomości. Rozmawialiśmy o tym, co to właściwie jest, jak do niej docieramy i jakie korzyści z takich „podróży” możemy odnieść. Dwóch naszych redakcyjnych kolegów (inżynierów-techników) te opowieści tak rozpaliły, że zapragnęli odbyć taka wyprawę. Trochę z ciekawości, a trochę z chęci znalezienia w swoich umysłów nowych zasobów, przydatnych w ich – mam nadzieję – świetlanym, dalszym rozwoju zawodowym. Umówiłem się z nimi na małą sesję. A ponieważ obaj panowie mają konkretne, inżynierskie umysły postanowiłem – w ramach wstępu – opisać dla nich, i nie tylko, to, co wiem, to co czuję i to co chcę przekazać wszystkim tym, którzy po raz pierwszy bilet „na druga stronę” zapragnęli wykupić.

Nie będę opisywać teorii – odsyłam do książek. Przytoczę myśli i wskazówki, które krążą mi po głowie gdy sam wprowadzam się w fazę transu hipnotycznego bądź też, gdy pracuję tego typu narzędziami z moimi klientami.

Jak rozumiem podświadomość? Bardziej, jako nieświadomość, czyli wszystko to, co „ukryte”, niedostępne świadomości. I rozumiem bardzo szeroko: jako dawne wspomnienia, wyparte emocje, ale też programy i skrypty kierujące naszymi ruchami i fizjologią. Jestem zwolennikiem koncepcji, że nasz mózg działa jak wielki komputer z bardzo małym ekranem (świadomość) w na którym niewiele może się zmieścić. Nie ma zresztą takiej potrzeby aby w świadomości mieściło się wszystko. Na przykład: jedna dłoń ma bodajże 53 mięśnie. Rafał Blechacz nie zagrałby niczego, gdyby musiał „obsługiwać” ruchy wszystkich swoich mięśni na poziomie świadomości.

Podświadomość jest, więc dla mnie inną „partycją” twardego dysku. Poszczególne jego części – u zdrowej, zintegrowanej osoby świetnie ze sobą współpracują. Mamy też wiele codziennych okazji do „wypraw” w podświadomość – sen, naturalny stan transu np. podczas oglądania telewizji, automatycznego, odruchowego wykonywania jakiś czynności, prowadzeniu samochodu, „zasłuchania” się muzyką. Stan transu dla mnie jest czymś fizjologicznie normalnym, koniecznym dla dobrej pracy mózgu.

Po co wchodzić, rozmawiać z nieświadomością? Po pierwsze, aby odpocząć. Stany snu, relaksacji to jakby „defragmentowanie” naszego twardego dysku, ułatwianie mózgowi uporządkowania „struktury”, znalezienia dobrego trybu i rytmu pracy. Poza tym w nieświadomości szukamy zasobów i informacji niedostępnych świadomości: odpowiedzi na trudne dylematy, inspiracji, kierunków i dążeń, narzędzi… Celowo nie wspominam tu o sytuacjach terapeutycznych – kwestiach traumatycznych wydażeń etc. Jestem coachem i z zasady pracuję z osobami, które szukają rozwoju, a nie okazji do pozbycia się czegoś nieprzyjemnego ze swojej psychiki.

Jak rozmawiać z nieświadomością? Zawsze dobrze i prosto. To, wbrew pozorom, nie jest trudne. Wystarczy do niej mówić i prosić o to, czego potrzebujemy. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach. Nieświadmość nie ma przeszłości, ani przyszłości – jest tylko tu i teraz. Nieświadomość nie ma poczucia humoru, nie umie posługiwać się ironią, nie ma dystansu do „siebie” (czy ktoś pamięta sny, w których opowiadał na swój temat dowcipy?) Podświadomość zawsze chce dla nas dobrze, ma zawsze pozytywną intencję. Tylko jej „wykonanie” może być negatywne. Na przykład kiedy podświadomość namawia „zapal papierosa, no zapal”, świadomość ocenia „dlaczego czuję takie ssanie na papierosa, przecież to mi szkodzi, jak ta chęć zapalenia jest głupia”. A nieświadomość mówi tylko „są w tobie napięcia i energie które trzeba rozładować, nie mam innego pomysłu jak to zrobić niż palenie”. Nieświadomość zresztą… nie umie mówić. Trudno spodziewać się, że po zadaniu pytania nieświadomości pojawi się napis w naszej głowie. Zazwyczaj to odczucie, znak, a jeśli mamy dużo szczęścia obraz lub wyrazisty sen.

Nieświadomość nie lubi pytań złożonych i zagmatwanych. Bywa, ze odczytuje ich treść w sposób bardzo dosłowny: jeśli ktoś zastanawia się „czy zmienić pracę”, ale nieopatrznie zapyta swoją nieświadomość „czy iść do nowej pracy” może spodziewać się dywagacji i rozlicznych odwołań do… nóg i chodnika.

Mówmy do nieświadomości prosto. I z wielkim szacunkiem oraz miłością. Dziekujmy za to, że jest. Za to, że „pracuje” dla nas. Rozmawiajmy jak z osobą którą bardzo kochamy i wiele jej zawdzięczmy (kto, na przykład, kieruje za nas – exuses moi le mot – perystaltyką naszych jelit). Mówmy jak do osoby, która bardzo nas kocha (pozytywna intencja), nigdy nie przestanie kochać i zawsze będzie z nami. Kto wie, może nawet to nieświadomość po nas właśnie pozostanie…

I kiedy już coś do nas powie szanujmy jej „słowa”. Nie oceniajmy i nie wydziwiajmy. Przyjmujmy to, co powiedziała i jak to powiedziała. A kiedy na nasze pytania odpowiada krzykiem, płaczem i bólem to zastanówmy się dlaczego. Może dawano z nią nie rozmawialiśmy? Może to jedyna okazja aby, w ten sposób mogła dojść do głosu i w ten sposób wykrzyczeć jakieś ważne prawdy o sobie czyli o nas samych…

Nie będę teraz pisać jak technicznie wprowadzać się w trans, ani jakich zasad przestrzegać. Chcę jedynie wspomnieć o Wielkim Strażniku (skojarzenie z Big Mind Genpo Merzla jest tu jak najbardziej uzasadnione), czyli barierze oddzielającej świadomość od podświadomości. Jest naturalna i bardzo potrzebna. Rozgranicza te dwa obszary naszego mózgu. Jeśli nie działa najlepiej (np. pod wpływem używek) tracimy realistyczne rozumienie rzeczywistości. Jeśli jest poważnie zniszczona np. w schizofrenii informacje (obrazy, głosy…) z podświadomość wlewają się w świadomość. Trudno wtedy żyć i funkcjonować. Świadome serfowanie po nieświadomości wymaga przejścia przez tę barierę. Może towarzyszyć temu naturalny lęk, a czasem – jak już popłyniemy – niechęć do powrotu… Doceniajmy Wielkiego Strażnika i jego rolę. Nie próbujmy go naciskać. Jeśli broni dostępu, wie co robi. Szanujmy gdyż może chroni nas przed zagrzęźnięciem w jakimś naszym wewnętrznym matriksie…

Wkrótce wskazówki kolejne: być może relacje moich kolegów jak to jest serfować po podświadomości. I co ciekawego dla siebie tam znaleźli…

Piotr Ławacz, Wprowadzenie do ćwiczeń z zakresu autohipnozy, lipiec 2011.

Wpis obublikowano 1 sierpnia 2011 w kategorii Pomyślałem

Komentarze

  • Piotr G. pisze:

    Dzień dobry Piotrze! Czekam na Twoją książkę, temat jakikolwiek. Wpisy czytam jak opowiadania i czekam na kolejne jak na odcinki. A jeśli chodzi o temat, to bardzo ciekawy jestem, jak będzie po sesji. Sam jakiś czas temu odwiedzałem „nasz świat ukryty” poprzez świadome śnienie, czy doświadczenia poza ciałem (OOBE). Nie jest to oczywiście to samo co autohipnoza i poszukiwanie własnej podświadomości, ale tu i tu mamy do czynienia z transem i badania tego czego nie jesteśmy do końca świadomi.

  • thea pisze:

    Bardzo fajny wpis 🙂 a co Piotr miał na myśli pisząć: „może spodziewać się dywagacji i rozlicznych odwołań”(do… nóg i chodnika)?

    • piotr pisze:

      Doroto, chodzi o to, że podświadomość „myśli” bardzo konkretnie. I bywa, że konkretnie i wprost odpowiada na pytania które jej zadajemy. Jest z jednej strony bardzo symboliczna, zaś z drugiej niezwykle dosłowna.

  • Dodaj komentarz